A teraz toruje drogę dla ciebie, mnie i wszystkich podatników, by płacić rachunek za wrogów demokracji.
Wiesz, jak „prezydent" złożył w styczniu pozew, domagając się 10 miliardów dolarów odszkodowania od Urzędu Skarbowego (IRS) i Departamentu Skarbu za rzekome szkody spowodowane wyciekiem jego zeznań podatkowych? Otóż, jak poinformowała w piątek stacja ABC News, Donald Trump jest w pełni gotowy do ugody polegającej na utworzeniu funduszu rezerwowego o wartości 1,7 miliarda dolarów, z którego miałby wypłacić swoim sojusznikom, w tym blisko 1600 osobom oskarżonym w związku z atakiem na Kapitol USA 6 stycznia 2021 roku, które już ułaskawił.

Pieniądze te pochodziłyby z Funduszu Orzeczeń Sądowych Departamentu Skarbu — puli środków podatników przeznaczonej na wypłatę prawomocnych orzeczeń sądowych wobec państwa. Zamiast tego miałyby wynagradzać sojuszników Trumpa, czyli w zasadzie tych, którzy rzekomo ucierpieli w wyniku tego, co on nazywa „uzbrojeniem" systemu prawnego przez administrację Bidena.
Oczywiście to sam prezydent dokonuje całego tego „uzbrojenia". I jest to coś absolutnie oburzającego. W tym scenariuszu nazwiska wszystkich beneficjentów byłyby ukryte przed opinią publiczną, żeby żaden z nich nie musiał się wstydzić, inkasując swoje krwawe pieniądze.
Kto kontroluje ten „Fundusz Orzeczeń"? To osobna kwestia. Jest to pięcioosobowa komisja, która miałaby pełne uprawnienia do dysponowania środkami według własnego uznania. A jeśli któryś z tej piątki sprzeciwi się Trumpowi? Może go po prostu zastąpić. Nie ma żadnego nadzoru, przejrzystości ani odpowiedzialności.
To oczywiście materiał na autorytarne reżimy. I o to właśnie chodzi.
Jak może do tego dojść w Stanach Zjednoczonych Ameryki? Być może odpowiedź przyniosą podręczniki historii. Na razie jest to niewytłumaczalne.
Ale cofnijmy się na chwilę.
Pierwotny pozew na 10 miliardów dolarów złożył Trump wraz z synami Donaldem Trumpem Jr. i Erikiem Trumpem oraz Organizacją Trump przeciwko byłemu kontrahentowi IRS o nazwisku Charles Littlejohn, który przyznał się przed sądem federalnym do wycieku zeznań podatkowych Trumpa. Został skazany na pięć lat federalnego więzienia.
Trump twierdził, że kwota 10 miliardów dolarów jest sprawiedliwą rekompensatą za szkody, jakie wyciek wyrządził jego działalności i reputacji. Biorąc jednak pod uwagę, że to własny Departament Sprawiedliwości prezydenta rzekomo reprezentuje „drugą stronę", sytuacja jest całkowicie absurdalna.
Trump pozywał w istocie samego siebie.
To urzędnicy DOJ prowadzą obecnie negocjacje w sprawie wspomnianej ugody. Według The New York Times mogłoby to również obejmować porozumienie, na mocy którego IRS miałby odstąpić od wszelkich audytów Trumpa, członków jego rodziny lub jego firm.
Jeśli chodzi o kwestię pieniędzy, Trump najwyraźniej używał kwoty 10 miliardów dolarów jako karty przetargowej, najwyraźniej nigdy nie wyobrażając sobie, że uda mu się wzbogacić na tak ogromną skalę. Gdyby mu się to udało, mogłoby to potencjalnie ponad potroić jego majątek netto — kwotę, która według doniesień wynosiła mniej niż 3 miliardy dolarów, gdy obejmował urząd w styczniu 2025 roku.
To w zasadzie rządowa wersja kontraktu bez przetargu, ponieważ przy stole negocjacyjnym zasiada nikt inny jak pełniący obowiązki prokuratora generalnego Todd Blanche, potulny sługa Trumpa, który robi w zasadzie wszystko, czego szef zażąda. A teraz myślenie klienta wydaje się być następujące: „Hej, proszę tylko o mniej niż 2 miliardy dolarów, a żadne z nich nie trafia bezpośrednio do mnie."
W świecie Trumpa uchodzi to za rozważne myślenie.
Federalna sędzia nadzorująca sprawę, Kathleen Williams — mianowana przez prezydenta Baracka Obamę w Południowym Okręgu Florydy — zażądała od obu stron pism procesowych do nadchodzącą środę. Przez „obie strony" rozumiemy jednak Trumpa i jego Departament Sprawiedliwości, który jest wszystkim, tylko nie bezstronny.
Jaki więc jest konflikt interesów? To coś, co Williams najwyraźniej też chciałaby wiedzieć. Zastanawia się, jak prezydent może pozywać agencję, którą kontroluje. Mówiąc wprost, to szaleństwo.
Dla pewnej perspektywy: największa ugoda administracyjna, jaką kiedykolwiek wypłacił Departament Sprawiedliwości na mocy ustawy Federal Tort Claims Act, wyniosła 138,7 miliona dolarów, podzielone między 139 kobiet, za nieodpowiednie postępowanie FBI z zarzutami napaści seksualnej w latach 2015–16 w sprawie Larry'ego Nassara dotyczącej USA Gymnastics.
Teraz urzędujący prezydent USA domaga się ponad 70 razy tyle — za wyciek informacji podatkowych. Nawet wypłaty dla rodzin ofiar zamachów z 11 września rzadko przekraczały 10 milionów dolarów. Ale 10 miliardów dolarów to tysiąckrotność tej kwoty.
Okazuje się, że Littlejohn ujawnił zeznania podatkowe tysięcy bogaczy i miliarderów, nie tylko Trumpów. Jeden z nich, miliarder zarządzający funduszem hedgingowym Ken Griffin, również pozwał IRS, lecz w 2024 roku zawarł ugodę opiewającą na zero dolarów odszkodowania. Zamiast tego otrzymał publiczne przeprosiny od agencji, która skutecznie argumentowała, że rząd nie może ponosić odpowiedzialności za działania kontrahenta.
Jednak jakoś inaczej wygląda to, gdy powodem jest prezydent. Dlaczego? To jest właśnie pytanie za 10 miliardów dolarów. Oczywiście nie powinno tak być, chyba że stoi on ponad prawem — co wszyscy wiemy, że Trump czyni.
Spodziewaj się ugody na początku tego tygodnia, zanim sędzia Williams oficjalnie uzna sprawę za całkowicie bezpodstawną i wyrzuci ją do kosza.
Byłoby szczytem ironii, gdyby Trump ograbił społeczeństwo za pośrednictwem IRS — agencji, z którą walczył całe życie, by unikać płacenia należnych podatków. Z drugiej strony byłoby to całkowicie zgodne z wizerunkiem człowieka, który twierdzi, że nie myśli o sytuacji finansowej Amerykanów, a który wynegocjował dla siebie monstrualne wynagrodzenie absolutnie bez żadnego powodu.
Ale znowu, biorąc pod uwagę, jak skutecznie człowiek ten przekształcił urząd prezydenta w największe działające przekręty kleptokratyczne — i jak dawno zniknęły ludzkie bariery, które niegdyś hamowały jego najbardziej zachłanne instynkty — równie logiczne byłoby, że chciałby stworzyć fundusz, w którym jego poplecznicy mogliby podzielić się łupem.
Nadal jest absolutnie zdumiewające, że ten przestępca używa systemu prawnego, by wyciągnąć tak wiele bogactwa z kraju, który sam pozbawił się możliwości powstrzymania go. Czy ktokolwiek jest w stanie? W krótkim terminie, niestety, jest to wątpliwe.
Ray Richmond jest wieloletnim dziennikarzem i autorem oraz adiunktem na Uniwersytecie Chapmana w Orange w stanie Kalifornia.